Recenzje perfum

Yves Saint Laurent, Manifesto Edp

Yves Saint Laurent słynie z dobrych dzieł jeśli chodzi o perfumy. Z reguły mają one szyk i klasę oraz cechują się niezłą jakością użytych składników. Poza tym w chwili obecnej marka ta większości kojarzy się raczej z wielkim hitem jakim jest Black Opium. Manifesto powstał w 2012 roku, czyli tak na prawdę w czasie, kiedy swoje premiery miały takie bestsellery jak La Vie Est Belle, Miss Dior, La Petite Robe Noir czy Roberto Cavalli Edp, czyli konkurencja na wysokim poziomie! Tylko w jakiś sposób fioletowa wstęga od YSL wcale nie krzyczała wkraczając do perfumerii, wręcz mam wrażenie, że znalazła się tam ukradkiem, tak by nie przeszkadzać innym pachnidłom lśnić w blasku fleszy, przez co w moim odczuciu jest jakby zapomniana.

Zapach sam w sobie to głównie wanilia i wariacje na jej temat. Jeśli chodzi o perfumy z tą nutą to, mimo że bardzo lubię tę kategorię, to podchodzę do nich z lekkim dystansem, ponieważ tak na prawdę przedstawić wanilię w dobrym świetle jest sztuką. Zarówno kobiety jak i mężczyźni lubią słodkie typy olfaktoryczne, a co za tym idzie rynek od razu podchwyca trendy i produkuje na potęgę produkty takie, aby trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Półki w sklepach uginają się od wszelkiej maści słodziaków z wanilią na czele, niestety nie zawsze w smacznym wydaniu… . Sama mam listę dobrze skomponowanych waniliowców godnych poznania i Manifesto znalazł na niej swoje miejsce.

Już samo otwarcie jest na tyle ciekawe, że grzechem byłoby nie dać aromatowi szansy się rozwinąć. Pierwsze wrażenie jest czysto zielone, jakby wetknąć nos w świeżo skoszoną, cytrynową trawę. Dosłownie po kilkunastu sekundach wyłania się czarna porzeczka w akompaniamencie białych kwatów i nieśmiałej, balsamicznej wanilii, która będzie już hulać do końca trwania zapachu. Etap porzeczkowo-waniliowy jest w moim odczuciu niesamowity! Urzeka. Nietypowe, a jednocześnie świetne wydanie kwaśnego, małego owocka podtopionego w lekkiej słodyczy uważam za jedną z charakterystycznych cech Manifesto (dodam od siebie, że podobny motyw słodko-kwaśny został wykorzystany w Burberry Brit. Tam limonka świetnie współgra z wanilią opruszoną cukrem). Faktycznie w pewnym momencie ta mieszanka może, ale nie musi, dawać złudne uczucie chemiczności, lecz uważam, że jest to zamierzony efekt oryginalnego duetu, który balansuje na pograniczu sztuczności, niemniej jednak wciąż pozostając w dobrym smaku. Epizod ten potrafi przedłużać się i z gracją wmieszać w serce piramidy, by z czasem stopniowo ustępować miejsca kolejnym nutom. Mowa o jaśminie, który jest pięknie osłodzony głównym akordem i przełamany cierpką porzeczką. O ile początek to na swój sposób intensywny i orzeźwiający kop, tak w drugiej fazie składniki aż kipią wzajemnym szacunkiem. Jaśmin delikatnie nadaje woni lekkości i kobiecości, a wanilia otula swą zmysłowością. I to jest kwintesencja Manifesto. Co prawda manifestacja nie wrzeszczy i nie woła o zwrócenie na siebie uwagi, za to ukazuje harmonijną i wyważoną postać słodyczy. Jeśli tak jak ja lubicie perfumy z wanilią w roli głównej, które jednocześnie nie są w typie aromatu do ciasta, a odznaczają się urokliwym obrazem tej przyprawy, to dobrze trafiliście :).

Owszem, przyznaję, iż pachnidło to nie należy do oryginalnych pozycji, za to mocno poprawnych i przyjaznych. Jest słodko ponad przeciętną, ale z drugiej strony bez nadmiernej nadgorliwości – to nie killer buchający cukrem :). Zakończenie przynosi ze sobą przedłużoną melodię serca, ale w tym stadium dochodzi też bób tonka. Po porzeczkach nie ma już dawno śladu, za to w zamian wkracza drzewo sandałowe. Na samym końcu zapach przykleja się do ciała. Jest ciepło, pociągająco i bezpiecznie.

Manifesto w moim odczuciu to przede wszystkim gra trzech kompozytów: wanilii, czarnej porzeczki oraz jaśminu z naciskiem na wanilię. Wszytko przedstawione w przyjemny i nie banalny sposób.
Sama nazwa może nie jest zbyt przemyślana i trafiona, aczkolwiek chwytliwa. Słowo „manifestować” kojarzy mi się raczej z burzliwym przebiegiem sytuacji i zwrotami akcji, a tutaj we wnętrzu kryje się słodka bajka :)… .
Flakon sam w sobie stylowy, bez zbędnych udziwnień. Wysoki, w kształcie klepsydry, przepasany na środku fioletową wstążką nawiązującą do porzeczek. To wcięcie z kolorowym akcentem przypomina mi kobiecą talię, ale czy to autor miał na myśli?… :). Korek złoty, z wygrawerowanym logo domu na szczycie. Grawer oraz wyżłobienia potęgują odczucie luksusu. Osobiście, jeśli chodzi o stylistykę buteleczki, podoba mi się pomysł z wyraźną, purpurową dekoracją.
Dodatkowo uniwersalność woni i stosowania podczas różnych pór roku oraz okazji znacząco podnosi atrakcyjność perfum. Są ogoniaste, ale szybko potrafią zbliżać się do nosiciela. Trwałość jak na tę kategorię jak zwykle zadowalająca, niemniej moja skóra uwielbia słodkie tony i zasadniczo przeciąga ich osiągi :).
Jest tylko jeden, istotny punkt, który sprawia, że Manifesto ma wadę… cena! Nie mam pojęcia z jakiego powodu, ale za flakon 50 ml w chwili obecnej w internetowej drogerii musimy zapłacić ponad 200 zł…. . Jak na manistream i kompozycję bez innowacyjności, uważam tę kwotę za zbyt wygórowaną. To Black Opium, które robi karierę schodzi poniżej tej wartości.

Podsumowanie

YSL stworzył pod żywą nazwą zapach słodki i godny zaufania. Wnętrze Manifesto w całej swojej prostocie jest bardzo czarujące i urocze, a kluczowa wanilia trwa w zaparte przez cały czas w sposób wyważony, nie przytłaczając ani użytkownika, ani otoczenia. Perfumy są kobiece i flirciarskie. Mają w sobie ducha beztroskiej aury i nęcą płeć męską :). Fani wanilii – czas wybrać się na wstępne testy :).

Specyfikacja zapachowa:
Kategoria: orientalno – kwiatowe
– Nuta głowy: czarna porzeczka, bergamotka i nuty zielone
– Nuta serca: konwalia i jaśmin wielkolistny
– Nuta bazy: cedr, drzewo sandałowe, wanilia i fasolka tonka

Twórca:
Anne Flipo i Loc Dong

Rok powstania: 
2012

Pojemności:
30 ml, 50 ml i 90 ml

Trwałość:
Dobra/bardzo dobra – około 8 godzin na skórze, ubrania i włosy znacznie dłużej

Podziel się: