Recenzje perfum

Lancome, La Vie Est Belle Edp

„La Vie Est Belle” – życie jest piękne. Takie hasło przewodnie, a zarazem nazwa przyświeca fenomenowi od Lancome. A dlaczego piszę, że to fenomen? Ponieważ w jakimś stopniu LVEB pociągnęło za sobą dość charakterystyczny motyw w perfumiarstwie, który do dziś jest często powielany w innych dziełach i mimo że jest to nadal wszechobecny styl gurmandowy, to jest on zgoła inny i nieco uszlachetniony, co uważam, że znacząco wpłynęło na popularność. Nie sposób nie wspomnieć o twarzy reklamującej perfumy, a raczej jej radosnego wyrazu :). Oczywiście mowa o Julii Roberts i jej szerokim od ucha do ucha uśmiechu, którego odzwierciedlenie zostało ujęte w linii na dole flakonu. Bo wszakże życie trzeba doceniać i warto się uśmiechać prawda? 🙂

W chwili obecnej przez swoją sławę perfumy te są mało doceniane i cała rzesza fanów niestety popsuła opinie o LVEB… o ile w ogóle można powiedzieć, że nadmierna sława negatywnie wpłynęła na ocenę zapachu, a jednak! Perfumy te sprzedają się na świecie w prze ogromnych ilościach! Są dosłownie wszędzie, atakują z każdej możliwej strony i praktycznie nie ma u mnie dnia, abym nie mijała co najmniej dwóch, trzech kobiet przyodzianych w Lancome. Taki stan rzeczy faktycznie może nieco odstraszać, kiedy 3/4 miasta pachnie tak jak my. Każdy z nas chciałby jednak zachować swoją specyficzną nutę przypisaną specjalnie do naszej osoby. Ale z perfumami jest tak, że nawet jeśli są bardzo popularne, a jednak przypadły nam do gustu bardziej niż ustawa przewiduje to nie ma siły :P. I tak je nabędziemy, ale jest duże prawdopodobieństwo, że szybko się znudzą :). Ale wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim i tak bardzo knoci nastawienie? Niezliczona liczba zamienników i podróbek! Tutaj jest pies pogrzebany, bo prawdziwy perfumoholik zna LVEB, wie jak pachnie oryginał i te wszystkie mijające nas osoby, za którymi ciągnie się „uśmiech” w 90% mają na sobie odpowiedniki i inne tego typu produkty, które są dosłodzone do granic możliwości. To czuć! Pierwowzór ma w sobie „to coś” i nie jest tak mocno przecukrzony, a wszelkim jego zamiennikom brakuje przysłowiowej głębi oraz typowego dla LVEB jak ja to określam „iskrzenia irysa”. Napotykany na każdym kroku potencjalny hit od Lancome nie jest nim! Podkreślam, tak nie pachnie oryginalny LVEB, tak pachną odpowiedniki! Ale może przejdźmy do sedna… .

Jeśli chodzi o sam zapach to jest faktycznie wielowymiarowy, ale zauważyłam, że praktycznie u każdego i zawsze w nucie serca pokazuje swoje iskrząco – słodkie oblicze. Natomiast jakbym miała lecieć od samego początku to o dziwo wstęp jest u mnie nieco ziołowy, tylko w zasadzie patrząc na spis składników, to dziwie się, co daje takie wrażenie… że niby porzeczka? Może… ale na pewno nie sama! Podejrzewam, ze wybija mi się na skórze coś co zostało dodane do kompozycji, a nie wymienione w piramidzie zapachowej, jakby herbata? Oczywiście lada moment gruszka osładza cały aromat i powoli, ale subtelnie zaczyna się robić słodko. I tutaj mam z reguły chwilę grozy, gdyż w momencie przechodzenia nut z akordu głowy do serca wyczuwam delikatny i baardzo dyskretny pudrowy wydźwięk, który w nadmiarze dałby efekt proszku do prania. Na szczęście to tylko minuty w skali całej projekcji, więc bez obaw! Po prostu irys wkracza na salony, a jego typowa cecha zostaje zniesiona i przyodziana we wszelkie słodycze z bazy. To jest właśnie ten etap, gdzie irys tańczy i iskrzy ze słodkościami. Osobiście uważam, że jest on jednym z lepszych wydań z jakimi miałam do czynienia, lecz kilogramy cukierniczych produktów z każdą minutą trwania zapachu przytłaczają jego woń. I wiecie co? Jest słodko to fakt, ale całość ma w sobie baśniowe cechy :). Serce perfum trwa oszałamiająco długo, bo powyżej 8 godzin i w tym czasie potrafi wprowadzić w iście dziecięco – bajkowo – czarodziejski klimat! Zapach wręcz oblewa nas cukierkowym szczęściem, migocze i śmieje się szeroko. I mimo że nie należę do rzeszy wielbicieli LVEB to uważam, że ta faza jest rzeczywiście dobrze skomponowana i właśnie za tego mieniącego się irysa skąpanego w jadalnym pralinowo-czekoladowym morzu kobiety pokochały te perfumy.
Jeśli chodzi o bazę to podstawa z wanilią na czele nie odpuszcza do samego końca, gdzie otrzymujemy uroczy otulacz z dodatkiem fasoli tonki w towarzystwie paczuli, które czuwają aż do prysznica… albo i dłużej! :).

Szczerze mówiąc to tak na prawdę La Vie Est Belle nie ma w sobie nic odkrywczego, ani innowacyjnego, a jednak wspiął się na szczyt list perfumowych w kategorii: najlepiej sprzedające się perfumy. Dlaczego? Dlatego, że po pierwsze: w kompozycji znajdziemy same znane i lubiane składniki, czyli przede wszystkim słodkie, bo kto nie lubi łakoci? :). Po drugie: aromat jest w odbiorze bezpieczny i uniwersalny, dla każdego i na każdą okazję. Po trzecie: są skomponowane z dobrej jakości kompozytów, które w pozytywny sposób wpływają na odbiorców i dają poczucie luksusu. Poza tym w momencie, kiedy wchodziły na rynek prócz legendarnego Angela, nie przypominam sobie zapachu w tym tonie, czyli do schrupania na poczekaniu, trwałego i o niewyobrażalnej projekcji. Kobiety były spragnione cukierkowego ulepka o dobrych parametrach… no i go dostały, co nie zmienia faktu, że sama kompozycja jest na wysokim poziomie! W moim odczuciu ogólne uwielbienie tych perfum w żadnym wypadku nie powinno wpływać na jego końcową ocenę i to, czy je kupimy czy też nie. Pamiętajmy, że zapach jest odbierany przez każdego z osobna w sposób subiektywny i ma się podobać potencjalnemu użytkownikowi, bez względu na to, czy dany wyrób jest hitem od wielkiego domu mody czy też mało znanym dziełem wyprodukowanym w Pierdydołach Wielkich… .
Nawiązując do trwałości i projekcji to kategoria killer, czyli olbrzymia! Przy nadmiarze i przesadzeniu z ilością psików mogę śmiało powiedzieć, że równie dobrze można sobie napisać na czole: cukiernia, czynne całą dobę :P. Dlatego błagam wszystkich o rozwagę! LVEB osadza się wszędzie… skóra, ubrania, włosy, dywan, meble… uważajcie z aplikacją.

Podsumowanie

La Vie Est Belle to bezapelacyjnie hit wśród współczesnych, gurmandowych woni. Dobrze opracowana kompozycja przyciąga swym aromatem wiele zwolenników słodkich aromatów, a co za tym idzie trafia w spore grono odbiorców. Pralinowa słodycz oraz ponadprzeciętna trwałość to cechy charakterystyczne. Jeśli jesteście zwolennikami typowych kwieciuchów lub świeżaków, to prawdopodobnie ta pozycja nie jest dla Was, aczkowiek chociażby ze względu na bestsellerowe notowania dzieła od Lancome, zachęcam do poznania LVEB :).

A Wy wolicie słodziaki czy jednak celujecie w inne kategorie zapachowe?

Specyfikacja zapachowa:
Kategoria: kwiatowo – owocowo – gourmand
Nuta głowy: czarna porzeczka i gruszka
Nuta serca: irys, jaśmin i kwiat pomarańczy
Nuta bazy: paczula, fasolka tonka, wanilia i pralina

Twórca:
Olivier Polge, Dominique Ropion i Anne Flipo

Rok powstania:
2012

Pojemności:
30 ml, 50 ml, 75 ml i 100 ml

Trwałość:
Killer

Podziel się: