Recenzje perfum

Escada, Born in Paradise Edt

Wiecie za co lubię Escadę? Za ich sezonowe wydania letnich perfum. Co roku wychodzi nowy flakon, który ma zamknięty w sobie istnie wakacyjny zapach! Kto jak kto, ale Escada bardzo trafnie oddaje letni i beztroski klimat, a ich kolorowe buteleczki od razu wywołują uśmiech na twarzy. Mimo że dla niektórych są one kiczowate to i tak moim zdaniem cieszą oko barwami i wprawiają w dobry nastrój. Co prawda to wersja Sunset Heat i Taj Sunset porwały me serce, ale dzisiaj skupię się na Born in Paradise. Czy dorównuje swoim poprzednikom?

Jak to w zwyczaju Escady bywa jest intensywnie owocowo, soczyście i słodko. Tym razem towarzyszy nam przede wszystkim arbuz! Perfumy te są nasycone dużą dawką czerwono-różowego owocu z pestkami okraszonego kokosem. Mmmmm, co prawda początek jest typowo ananasowy, ale już na samym wstępie odczujemy kto gra główną rolę w tej kompozycji. Arbuz jest na tyle mocno i prosto przedstawiony, że jak przyjaciółka wchodząc do domu podczas testów pyta się: a co tu tak pachnie arbuzem, to znaczy, że aromat jest faktycznie strikte arbuzowy! :P. Super ujęte wydanie tego owocu, urocze, słodkie i z nutką kokosu. Równie dobrze tak mógłby pachnieć kolorowy drink! Gdzieś po drodze przewija się jakby jabłko, ale takie zielone i fajnie przełamuje słodycz innych składników.
Niestety woń jest mimo wszystko lekko wtórna, tak jakby twórcy krążyli wokół tych samych akordów. W sezonowych propozycjach praktycznie zawsze znajdzie się malina, truskawka, mango czy coś bardziej egzotycznego: gujawa, papaja czy marakuja. I nawet jeśli jakiś owoc znacznie góruje nad innymi, to i tak wszystkie wakacyjne wydania mają charakterystyczną cechę wspólną – są ekstremalnie owocowe i słodkie, lecz słodycz w nich obecna nie jest landrynkowa, ale właśnie soczyście owocowa.

Często nawet jak mamy do czynienia z zupełnie innymi perfumami innych marek, w których projektanci nie pożałowali owoców, to w ich recenzjach można spotkać stwierdzenie: pachnie w tonie Escady. Ta ich urlopowa aura jest praktycznie osobnym nurtem zapachowym.
Wracając do samego Born in Paradise, mamy tu do czynienia dosłownie z basenem pełnym arbuzów. W sumie sam zapach nie jest zły, a nawet bym powiedziała, że arbuz w jakiś sposób daje fajne poczucie otoczenia się zapachem prosto z niebiańskiej plantacji.

I tu ciekawostka! Bo w bazie perfum znajduje się drzewo sandałowe, cedr i piżmo, ale szczerze mówiąc to chyba tylko na piśmie, bo nie uraczycie tu ani jednego z wyżej wymienionych składowych… . Zakończenie rajskiego arbuza nie ma nic wspólnego z deklarowaną podstawą, ponieważ w moim odczuciu ta edycja (z resztą jak większość Escadowych limitek) jest dwuwymiarowa. Mamy początek i od razu zakończenie, które jest sercem. A szkoda, bo nuty drzewne mogłyby ładnie przełamać słodki smak kokosowego arbuza.

Born in Paradise zamknął swój soczek w przepięknie turkusowej buteleczce z różowymi akcentami między innymi: w postaci przeuroczej kokardki, ujścia mgiełki przy atomizerze oraz w spodniej stronie korka. Oczywiście ten motyw nawiązuje do arbuza. Z tyłu nadrukowany jest jakiś orientalny ptak. Kolory są żywe, bardzo optymistyczne i wywołują uśmiech na twarzy :). Uważam, że stylistyka super oddaje wnętrze, bo i zewnętrzny look jak i sam zapach są w tonie nadmorskich plaż, kolorowych drinków i egzotycznych palm. Tylko tak trwałość… niestety jest słaba. Chyba jedna z najwiekszych bolączek tego pachnidła. Myślę, że jak na kimś utrzyma się powyżej 3-4 godzin to znaczy, że współgra z Waszą skórą, bo z reguły 2-3 godziny to jest maksymalny czas trwania letniej aury.

To prawda, że tego typu zapach najczęściej wybierają nastolatki i osoby młode, gdyż faktycznie np. w galerii handlowej w okresie letnim mijające mnie młodziki często pachną zapachami w stylu Escady. Natomiast uważam, że nie jest to regułą, bo tak na prawdę będąc w każdym wieku można zabrać te perfumy ze sobą na wycieczkę do ciepłych krajów lub wypad nad morze. Born in Paradise świetnie poprawia humor, nie tylko w upalne lato, ale np. w deszczowy dzień już od pierwszego psika przypływ endorfin gwarantowany! Oczywiście polecam je na okres wiosna/lato + wakacje w upalnym klimacie, w jesień/zimę raczej na polepszenie samopoczucia, bo wiecie – zawieja śnieżna jakoś nie współgra z tropikami :P.

Podsumowanie

Born in Paradise to arbuzowa eksplozja w kokosowym akompaniamencie. Zapach utrzymany jest w słonecznym i promiennym tonie. Jest to bardzo przyjemne i radosne rozwiązanie dla osób, które szukają sezonowych woni, typowo rajskich i optymistycznych.
Ogólnie perfum są mało skomplikowane, więc jeśli kochacie arbuza w pełnej krasie i pokazanego w sposób dość bezpośredni i oczywisty to koniecznie wypróbujcie tą odsłonę od Escady!

Znacie tę edycję limitowaną?

Specyfikacja zapachowa:
Kategoria: owocowa
Nuta głowy: zielone jabłko, arbuz i gujawa
Nuta serca: mleko kokosowe i ananas
Nuta bazy: drzewo sandałowe, cedr i piżmo

Twórca:
Escada

Rok powstania:
2014

Pojemności:
30 ml, 50 ml i 100 ml

Trwałość:
Słaba – 3/4 h

Podziel się: