Recenzje perfum

My Burberry, Black Edp

My Burberry Black jest flankerem My Burberry i mamy tu jego „zmysłową reinterpretacje”. Cała stylistyka flakonu i reklamy nawiązuje do czarnego trencza, a dokładniej trencza z najdroższej linii – Burberry Heritage. Zarówno flakon jak i opakowanie odnoszą się do głównych symboli myśli przewodniej: pudełko posiada delikatnie chropowate wyżłobienia na wzór materiału, natomiast buteleczka jest w ciemnej, bursztynowej barwie, przewiązana wstążką z korkiem w kształcie masywnego guzika. Niby jest minimalistycznie, ale detale bardzo fajnie podchwytują istotę zamysłu płaszcza. Niestety Burberry z moją skórą trochę sobie pofiglował :). W wydaniu Black dostaliśmy londyński ogród pośród burzliwej burzy i ulewny deszcz kontrastujący z ciepłą florą (swoją drogą reklama komercyjna świetnie oddaje nastrój perfum).

Zapach naprawdę ciekawy. Otwarcie jest nasycone owocowym likierem. Co prawda w nucie głowy znajdziemy jaśmin, ale jest on przytłoczony brzoskwinią, bardzo dojrzałą, wręcz przejrzałą i gryzącą, która oblewa swoją soczystością wszystko co napotka na swojej drodze. Owoc ten nadaje perfumom charakteru i smaczku, ponieważ towarzyszy innym składnikom przez całą projekcję. Kiedy nalewka się uspokoi do głosu dochodzi róża. Nie wiem co się stało, ale moja skóra tak bardzo ją pokochała, że postanowiła wybić ten ton bardzo intensywnie i wyraźnie. Jednak występująca tu róża nie ma nic wspólnego z różą, którą z reguły znamy, czyli nie jest lekka i parkowa, lecz ma atmosferę cmentarnej hieny :P. Tak dokładnie. Jest to zasługa paczuli, ale dzięki duetowi różano-paczulowemu dodatkowo zawiniętemu w brzoskwinie, kiedy najmocniejszy etap przeminie, otrzymujemy zupełnie nowy klimat woni – wprawdzie nadal zahacza o cmentarnego ducha, ale już z większym wyczuciem i bez grobowego efektu.

Bardzo fajnie wywarzono wszystkie składniki, bo przez pierwsze dwa akordy paczula nadaje cięższych cech, ale w ostatnim etapie daje o sobie znać w postaci piwnicznej i ziemistej, ale przyhamowanej ambrą, czyli jest taka jaką lubię. Niestety w pewnym momencie trwania zapachu mi osobiście My Burberry Black zalatuje lekko kwiecisto – podmokłą nekropolią i całą gromadką starszych Pań wypachnionych typowo różanymi pachnidłami (to chyba mój uraz z dzieciństwa :P, więc nie bierzcie tego za bardzo do siebie ;)). Dodatkowo ciągle mam wrażenie, że kryje się tu ukryte dno, bo non stop towarzyszy mi nuta jakby drzewno – żywiczo – skórna, do tego stopnia, że jestem zdziwiona jej brakiem w składzie. Całkiem możliwe, że jednak znajduje się tu jakiś kompozyt w wyżej wymienionym tonie.

Perfumy testowałam w okresie chłodnym i podejrzewam, że w zimnych porach roku będą najlepiej się rozwijać, latem obawiałabym się paczuli i wydobycia jej zbyt ciemnej aury. Jeśli chodzi o trwałość to głośne brawa, zapach ma spory ogon i potrafi trwać w nieskończoność, ponieważ jeśli okaże się, że dobrze współgra z Waszym PH to wręcz wżera się w skórę. U moim wypadku tak mocno stopił się z ciałem, że dopiero kąpiel pozwoliła mi się uwolnić od róży :).
Mi osobiście ten zapach nie przypadł do gustu, a to wszystko za sprawą róży, za którą nie przepadam w perfumach. Nawet obecność paczuli nie uratowała woni, która poszła w kierunku kościelnego chóru.

P.S.
Chciałabym tutaj wspomnieć o dużym podobieństwie do Armaniego Si. Obydwa zapachy mają bardzo zbliżone składniki i bazują praktycznie na tych samych głównych kompozytach: róża i paczula. Zdecydowanie można wyczuć ich wspólne cechy w nutach serca. Różnice oczywiście są wyczuwalne, ale ich bliski związek jest niezaprzeczalny. My Burberry Black jest nieco cięższy i paczula o wiele bardziej daje o sobie znać, a brzoskwinia dodatkowo potęguje to doznanie. W Si Armaniego w jakiś sposób porzeczki nadają akcent subtelnej kwaskowatości, a wanilia osładza i gasi ziemisty wydźwięk. Jednakże i tu i tu róża w zestawieniu z paczulą dają charakterystyczne wrażenie węchowe.

Podsumowanie

My Burberry Black to perfumy gęste, cięższe i charakterne, z mrocznym podmuchem. W kompozycji rządzi głównie brzoskwinia, róża i paczula. Nuty są dosadne, ale z drugiej też strony nie krzyczą na wyrost, pozostając jednocześnie wyraziste i mocne. Kompozycja przypadnie do gustu fankom róży i paczuli. Zapach potrafi wprowadzić w nostalgiczny nastrój, otula jak jesienny płaszcz i szepcze do ucha. Dla mnie osobiście zmysłowy nie jest, ponieważ mam inny gust określający uwodzicielski ton, odkładam go na półkę perfum w kategorii intrygujące :).

A jak Wam się podoba Czarny Trencz?

Specyfikacja zapachowa:
Kategoria: orientalno – kwiatowe 
– Nuta głowy: jaśmin
– Nuta serca: róża, brzoskwinia
– Nuta bazy: paczula, bursztyn, ambra

Twórca:
Francis Kurkdjian

Rok powstania: 
2016

Pojemności: 
30 ml, 50 ml i 90 ml

Trwałość:
Znakomita– skóra do 10 h lub dłużej, ubrania 24h

Podziel się: